36 godzin
Sobota 18 lipca – po 36 godzinach doturlalismy sie do Gliwic
Jedziemy. W sumie to jechalismy, bo od kilku dni – dokladnie to od sobotniego poranka – jestem już w domu
. Ale po kolei, z Dublina wyjechalismy o godzinie 19.30 spod siedziby banku Ulster Bank na George Quay. Jak tylko dojechalismy do portu, czyli po jakis 15min
zaczal padac deszcz, co nie powinno nikogo specjalnie dziwic, no bo przeciez wciaz byliśmy w krainie deszczowcow. Wraz z autobusem zaokretowalismy sie na prom nazwany na czesc powiesci Jamesa Joyca -Ullysses. Opuscilismy autobus i poszlismy na poklad numer 9 aby tam przeczekac podroz. Na dziewiatym pokladzie znajdowala sie poczekalnie, kilka knajpek, salonow gier i sklep bezclowy, taki sam jakie znajduja sie na lotniskach. Podroz przez morze celtyckie miala trwac około 3,5 godzin, ale poniewaz na morzu rozpetal sie sztorm nie moglismy dobic do portu. Dopiero około 2.30 nad ranem kiedy morze troche sie uspokoilo, Ullysses dobil do portu w Hollyhead. Mielismy wiec 2 godzinne opoznienie, wiec kierowca czym predzej zjechal z na lad i bez zbednego ociagania udalismy sie w dalsza droge, az na drugi kraniec wyspy do miescowosci Dover, aby z tamtad eurotunelem przelroczyc ciesninie kaletanska. Do Dover dojechalismy wczesnym przedpoludniem. Nasz autobus wjechal do wnetrza pociagu, ktory przypominal bardzo, bardzo dlugo naczepe tira-chlodni. Kiedy zatrzymalismy sie w jednym z skladow pociagu, można było wyjsc z autobusu na waski (na oko około 1 metrowy) korytarzyk jaki utwozyl sie pomiedzy sciana autobusu a wewnetrzna sciana wagonu pociagu. Niemozna było jednak stawac pomiedzy samochadami, aby naprzyklad podczas naglego hamowania pociagu nie zostac przez przesuajace sie samochody zmiazdzony. Oprocz tego we wnetrzu pociagu nie można było palic ani robic zdjec z lampa blyskowa. Pociag ruszyl, zanim jednak wjechal do tunelu, przez kilka minut jechal na powierzchni, co można było obserwowac przez malutkie okienko, przy jakim udalo mi sie stanac. Pociag zaczal przyspieszac i nagle za oknem zrobilo sie calkiem ciemno, wjechalismy w tunel, aby już po chwili znalesc sie pod dnem ciesniny kaletanskiej. Dziwna to uczucie, kiedy jedzie sie w tunelu gdy nad glowa ma sie tysiace litrow morskiej wody. Nie wiem czy od predkosci pociagu, czy tez od glebokosci na ktorej sie znajdowalismy zatkaly mi sie uszy. Przeprawa przez kanal trwla około 45min. Za oknem znow zrobio sie jasno. Na tle blekitnego nieba swiecilo slonce. Tak, z cala pewnoscia opuscilismy deszczowe wyspy brytyjskiè – byliśmy we Francji. Autobus wyjechal z pociagu i pojechalismy w dalsza droge. Potem wszystko toczylo sie dosc szybko – Francja, Belgia, Holandia, Niemcy i Polska. Granice już dawno zostaly zlikwidowane, wiec o tym ze wjezdzamy na terytoriach innego Panstwa, dowiadywalem sie z powitalnych smsow, ktore informowaly ze roaming jest wciaz aktywny. Do Gliwic – skad odebral mnie moj Ojciec – dojechalismy o 7.30, czyli dokladnie po 36 godzinach jazdy. Ufff

Witamy w Polsce Łukasz
i z niecierpliwością czekamy na Jolę
ola ślązak - 21 Lipiec 2010 o 6:09 |
Dziekuje, dziekuje
Jola zjawi sie niebawem
naszapodroz - 21 Lipiec 2010 o 22:24 |