Petla zamknieta
Piątek 25 czerwca – pierwszy dzien w Londynie
No i wrocilismy do Europy
. W piatkowe popoludnie szczesliwie wyladowalismy na londynskim Heathrow. Po raz pierwszy mialem problemy z uszami podczas ladowania. Nie wiem jakim cudem, ale podczas ostatniego dniu pobytu w Rio de Janeiro, nabawilem sie kataru
. Do samolotu weszlem wiec z zatkanym nosem…w sumie nic wielkiego i caly lot uplynal bez wiekszych niedogodnosci. Problemy jednak zaczely sie kiedy zaczelismy tracic wysokosc, podchodzac do ladowania. Mialem uczucie ze za chwile cisnienie rozerwie mi bebenki w uszach. Po wyladowaniu nie slyszalem nic na prawe ucho, nie pomagalo ani podskakiwanie, ani zatykanie i odtykanie ucha dlonia. Powoli zaczynalem sie martwic ze to cos powazniejszego. Dzieki Bogu, po kilku dniach wszystko wrocilo do normy. Ale wrocmy do Londynu
. Z lotniska metrem podjechalismy na Victoria Station, a nastepnie na Park Royal, skad odebral nas wspollokator naszych znajomych, bo oni sami byli jeszcze w pracy. Wspolnie poszlismy do ich domu. Po calonocnym locie nie marzylismy o niczym innym jak tylko o goracej kapieli. Na gospodarzy nie musielismy dlugo czekac – wrocili z pracy moze z jakas godzinke po nas. Reszta dnia uplynela nam na pogaduchach przy polskim piwku, ktore swoja droga w Angli jest duzo tansze niz w Irlandii
. Posiedzielismy moze do 23.00, po czym poszlismy spac. Bylismy tak zmeczeni i podroza i upalem (dzisiaj w Londynie bylo tak goraco ze w wagonach metra nadawano komunikat zeby nie opuszczac domu bez wody do picia) ze bardzo szybko zasnelismy.
Od lewej: Jola, Marta, Karolina, Lukasz i Marcin. Drugi Lukasz czyli ja z drugiej strony obiektywu
Gdzies w oddali stadion Wembley

